Prawo

To nie szpital, to horror

23 października 2014

Nawiązując do poprzedniego felietonu pt. „Jeden błąd urzędnika skarbowego zabrał tym ludziom wszystko” zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że w sprawie przedsiębiorcy można tak szybko podjąć działania, aby zabrać mu wszystko co miał, na co pracował 20 lat i od samego początku uważać go za złodzieja, a lekarzom, przez których umierają dzieci podczas porodu, czy też rodzą się z poważnymi obrażeniami bądź udarem mózgu przez winę tychże lekarzy, nie podejmuje się żadnych natychmiastowych działań.

Na murach szpitala w Zduńskiej Woli widnieje napis „Szpital przyjazny człowiekowi”. Dlaczego więc kobiety boją się tam rodzić dzieci? Dosłownie, boją się! I nie można im się dziwić, bo to co się dzieje na sali porodowej to jest dramat.

„I wtedy rozpoczął się prawdziwy horror. „O Jezu, co się dzieje” – każda pielęgniarka, czy położna wychodziła z sali porodu i była cała we krwi. Jak wbiegłem na salę porodu, to proszę mi uwierzyć, krew była nawet na suficie. (…) Wzywają lekarza, który pełnił wtedy dyżur. Z łaski swojej pojawia się z wielkimi pretensjami i zaczyna się. No i widzę przez uchylone drzwi jak go ciągną, jak nie za głowę, to za pępowinę. Pępowina zostaje urwana, ciągną go dalej za głowę, ale to nic nie daje. Próbują go przekręcić, ale to też nic nie dało. Nie dość, że się wykrwawił, to się jeszcze udusił” – opowiada wzburzony Damian Kunert.

Kamila i Damian Kunert stracili syna, bo lekarz nie wykonał zabiegu cesarskiego cięcia, który w tym przypadku był konieczny. W dokumentacji medycznej było zaznaczone, że u kobiety wystąpiła hiperglikemia, więc dziecko będzie duże. Kilka dni przed porodem lekarz prowadzący ciąże podczas badania USG ocenił, że płód może ważyć nie więcej niż 3,5 kg. Okazało się, że Staś ważył pięć i pół kilo! To było niemożliwe, aby przyszedł na świat w naturalny sposób. Z sekcji zwłok wynikało, że Staś był dzieckiem donoszonym, zdrowym i gotowym do przyjścia na świat. Wystarczył zabieg cesarskiego cięcia… Jak to możliwe, że lekarz tego nie zauważył?

„Kazali mi przeć, ja cały czas krzyczałam, że nie mogę, że nie dam rady, że nie mam siły. To lekarz mówi, to ja ci pomogę. Jego pomoc polegała na tym, że położył się na mnie i swoim przedramieniem wypchnął dziecko z brzucha. Zapytałam się dlaczego on nie płacze, a on – zaraz będzie płakał. I po jakimś czasie, za chwilkę, to nie był jakiś płacz, tylko zakwilenie. I od razu zasnął. A na koniec pani położna do mnie powiedziała – To nie pani urodziła, to lekarz urodził” – opowiada Milena Nowak.

Milena i Krzysztof Nowak są rodzicami prawie dwuletniego Julka, który ma niedowład części ciała i poważne opóźnienie w rozwoju. Po wykonaniu rezonansu magnetycznego głowy stwierdzono, że dziecko w okresie okołoporodowym przebyło udar mózgu. To, co zrobił lekarz, to wyciskanie, manewr Kristellera – zabroniona procedura. Dlaczego naraził więc życie i zdrowie dziecka? Pani Milena musiała odejść z pracy, aby całe dnie być z synem i się nim opiekować. Sześć dni w tygodniu jeździ z Julkiem na rehabilitacje i żyje nadzieją, że ich syn będzie kiedyś samodzielny i stanie na własnych nogach.

Beata i Piotr Krzyczyńscy to kolejne poszkodowane małżeństwo przez szpital w Zduńskiej Woli. Pani Beata zgłosiła się do szpitala w wyznaczonym dniu, a lekarz, który prowadził jej ciążę, nawet jej nie poznał. Kobieta wielokrotnie powtarzała o komplikacjach przy pierwszym porodzie, że miała cesarskie cięcie, jednak lekarz zapewniał ją, iż jej ciąża przebiega książkowo. Kiedy zaczęła rodzić, na sali były obecne tylko położne. Kładły się na brzuch ciężarnej i wyciskały dziecko. Potem próbowały założyć kleszcze. Kiedy wszystko się skończyło, nie było słychać płaczu dziecka, nie oddychało. Dziecko było sine. Położne go reanimowały. Stan był poważny i natychmiast zabrano dziecko do łódzkiego szpitala. Krzyś przeżył, jednak ma dziecięce porażenie mózgowe spowodowane ciężkim niedotlenieniem okołoporodowym. Nie widzi, nie mówi, nie chodzi, słyszy bardzo źle. Bez pomocy rodziców, nie jest w stanie funkcjonować. Państwo Krzyczyńscy złożyli skargę, ale przez sześć lat nie doczekali się jeszcze sprawiedliwości.

To nie są tylko te trzy wyżej opisane historie. Wszystkich rodzin, które zgłosiły skargę jest 11. Wszystkimi sprawami zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Sieradzu, Łódzka Okręgowa Izba Lekarska oraz Rzecznik Dyscyplinarny. Dlaczego tylko to wszystko tak długo trwa? Jak to możliwe, że jeden z lekarzy, który był przy tych porodach, nadal pełnił obowiązki Zastępcy Ordynatora? Dlaczego szpital nie poczuwa się do odpowiedzialności? Dlaczego większość lekarzy, którym Rzecznik Dyscyplinarny postawił zarzuty nie poniosła konsekwencji?

Stosują wyciskanie dziecka ramieniem z brzucha – co jest zakazane i dalej odbierają kolejne porody. Jakie prawo ich chroni, że mogą zabijać te dzieci? Co jeszcze musi się wydarzyć, aby te „położne” i ci „lekarze” zostali ukarani? Wydarzyła się jedna tragedia, potem kolejna i już Dyrekcji szpitala powinna się „załączyć żarówka”, że coś jest nie tak na oddziale ginekologiczno-położniczym. Jednakże, dyrektor szpitala, pani Barbara Kałużewska na pytanie dziennikarza o sprawę odpowiada tak: „Proszę Państwa, na oddziale ginekologii i położnictwa w Zduńsko-Wolskim szpitalu Powiatowym spółka z ograniczoną odpowiedzialności dzieje się wszystko dobrze. Pacjentki przychodzą, rodzą i są zadowolone.” Czy my mówimy o tym samym szpitalu?

W jakim kraju żyjemy? Jednym wszystko wolno i za swoje czyny nie odpowiadają, a drugim zarzucają kradzież wobec Państwa i zabierają wszystko? Co to za prawo, które nie chroni i nie dba o swoich obywateli, o tych, którzy nie mają tzw. „dobrych pleców”? Co musi się jeszcze wydarzyć, aby w tym kraju zmieniło się na lepsze?

Na zakończenie pragnę jeszcze przypomnieć, iż w słowniku języka polskiego widnieje takie hasło jak SPRAWIEDLIWOŚĆ, czyli uczciwe, prawe postępowanie. Jednak czy ta wartość istnieje jeszcze i funkcjonuje, czy to tylko abstrakcja?

Felieton nawiązuje do reportażu „Kobiety boją się tam rodzić”, który mogą Państwo obejrzeć tutaj: http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/kobiety-boja-sie-tam-rodzic,146658.html Cytaty użyte w felietonie pochodzą z wyżej wymienionego reportażu.

Zobacz także

2 komentarze

  • Avatar
    Odpowiedz jolkam. 5 grudnia 2014 z 16:36

    Mi, jako kobiecie, ciężko czytać o trakich tragediach… sama doceniam, że mkoje dzieciaki sa zdrowe, ze urodzily się w ludzkich warunkach. Poród to jest niesamowite przezycie dla kobiety, niestety zbyt często w naszym kraju to wydarzenie jest wiązane z ogromnym stresem, traumą… lekarze nie wykonują SWOICH OBOWIĄZKÓW, ich obowiązkiem jest działac na korzyśc pacjentów, a nie na korzyśc własnego sumienia… a potem Ci pokrzywdzeni ludzie, o których Pani pisze, nawet nie mogą doczekac się sprawiedliwości, bo ona po prostu … nie istnieje!!! Szpital wciąż robi swoje, nie zamierza niczego zmieniać. W tym czasie będą miały miejsce kolejne tragedie. nie jestem w stanie pojąc tego, JAK W XXI WIEKU WCIĄŻ STOSUJE SIĘ TAKIE METODY „WYCISKANIA” dziecka z brzucha i nazywać to jeszcze pomocą ?!?!?! brak słów… mam nadzieje, że więcej osób dowie się o tym, co dzieje się na salach porodowych tego szpitala, trzeba ostrzegać przyszłe mamy przed takimi miejscami.

  • Avatar
    Odpowiedz emmka 8 grudnia 2014 z 15:34

    To co Pani opisała to jest horror. I zapewne ma miejsce w niejednym szpitalu w Polsce, tylko nie wszystkie sprawy ujrzą światło dziennie. Każdy przezywa dramat na swój sposób – jedni zaskarżają (całkiem słusznie, niestety rozczarowują się, gdy ich skargi nie przynoszą skutku, winni nie zostają osądzeni, kary nie są wymierzane…), drudzy idą z tym do telewizji, trzeci nie idą nigdzie, bo nie mają psychicznie siły, załamują się. Ile jeszcze takich interwencji potrzeba, żeby cos się w tych szpitalach zaczęło zmieniać, żeby osoby niekompetentne były pozbawiane funkcji? Dziękuję za ten tekst, on uświadamia, ze stale trzeba mieć oczy otwarte

  • Dodaj komentarz