Prawo

„Seans gorącego krzesła”, czyli mobbing w Ministerstwie Zdrowia

17 kwietnia 2015

Zapewne wiedzą Państwo, co oznacza słowo „mobbing”, jednak pozwolę sobie nazwać to, co się pod nim kryje. Mobbing to poniżanie pracownika, ośmieszanie, zaniżanie jego wartości, zastraszanie, odizolowanie go od współpracowników, utrudnianie mu wykonywania obowiązków. Pełną definicję możemy znaleźć w Kodeksie Pracy art. 94 § 2. Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.

„Seans gorącego krzesła” – co to takiego?

Kłopoty w miejscu pracy pani Wioletty Drożdż, byłej specjalistki w departamencie nauki Ministerstwa Zdrowia, rozpoczęły się w momencie, kiedy stanowisko dyrektora generalnego objął Marcin Antoniak, a na czele poszczególnych departamentów stanęli jego zaufani współpracownicy. Seansem nazywała zaproszenie do gabinetu dwóch szefowych departamentu, które znęcały się nad nią psychicznie.

– „Tłumaczyły mi, że jestem nieporadna, ciągle wszystko robię źle, że nie dotrzymuję terminów, że dziecko pięcioletnie szybciej by pewne rzeczy zrobiło, że one nie mają już siły ani ochoty słuchać moich tłumaczeń, bo one są po prostu śmieszne i że też nie powinnam skarżyć się np. wśród swoich koleżanek na sytuację, jaka panuje, bo już wszyscy ze mnie się w departamencie śmieją. To było tak średnio dwa razy w tygodniu, przez kilka miesięcy. W zasadzie już później te nasze spotkania wyglądały tak, że panie mówiły, a ja po prostu siedziałam i płakałam.” – W. Drożdż

Pani Wioletta musiała leczyć się psychiatrycznie przez swoich szefów, a kiedy po kilku miesiącach skończyła terapię i wróciła do pracy, to oczywiście została zwolniona. Dziś walczy w sądzie, wytoczyła Ministerstwu Zdrowia dwa procesy – o bezprawne zwolnienie i mobbing.

Kolejną ofiarą mobbingu jest Joanna Kuczaj-Dyrda, która przerwała milczenie i ujawniła skandaliczne zachowanie dyrektora generalnego i dyrektorek departamentów. Napisała do wszystkich pracowników maila, ponieważ widziała jaka stresująca atmosfera panuje w Ministerstwie, jak wszyscy boją się cokolwiek zrobić. Odzew był ogromny, jednak jej skrzynka pocztowa została natychmiast zablokowana, by uniemożliwić jej kontakt z współpracownikami. Tym listem wywołała burzę, a wcześniej przez ponad rok znosiła zachowania dyrektora generalnego.

– „Oświadczam, że mam dość draństwa dyrektora Marcina Antoniaka i jego pomocników w Ministerstwie Zdrowia. Nie zamierzam biernie przyglądać się, jak nękają kolejne osoby. Każdy z Państwa, kto tak jak ja, doświadczył już przemocy ze strony dyrektora, w postaci wyzwisk, nieludzkiego traktowania, czy szantażu, powinien to jak najszybciej zgłosić na policję, tak jak ja to zrobiłam, zanim będzie za późno. Proszę nie dać się zastraszyć i pamiętać, jeżeli my sami nie będziemy się szanować, nikt nas nie będzie szanował. Proponuję zatem wstać z kolan, podnieść głowę i zacząć reagować.” – tymi słowami Joanna Kuczaj-Dyrda zwróciła się do swoich kolegów i koleżanek.

4 lutego pani Joanna otrzymała informację, że ma natychmiast jechać na kontrolę w Katowicach. Podczas jazdy cały czas dzwonił do niej dyrektor Antoniak mówiąc, że mają natychmiast jechać, że nie mogą się zatrzymywać, itp. Podczas jazdy kobieta źle się czuła i musiała się zatrzymać. Oczywiście po powrocie otrzymała szykanujące pismo, mówiące o tym, że celowo przedłużała kontrolę. Halo! Z potrzeb fizjologicznych miała się wytłumaczyć dyrektorowi? Kolejnego dnia, grupa pracowników, która była na kontroli została wezwana do gabinetu, gdzie byli obrażani, wyzywani i zmuszeni do pracy w sobotę i w niedzielę. Zostali również zastraszeni, że jeżeli pójdą na zwolnienie, to dyrektor ich „dorwie”. Tylko pani Joanna zareagowała, protestowała. Od tamtej pory była nękana pismami, które dotyczyły również jej aplikacji radcowskiej. Jako jedyna ze wszystkich pracowników Ministerstwa nie otrzymała zgody na wychodzenie na zajęcia.

– „Przeszłam wszystkie szczeble, od referenta do pełniącej obowiązki zastępcy dyrektora departamentu. Byłam przedstawicielem pracowników. Z chwilą przyjścia nowego kierownictwa zaczął się taki chaos, zlecanie pracownikom spraw, które były w kompetencjach innych wydziałów. Nagle otrzymywałam sprawę i miałam przygotować do tego opinię, stanowisko, w ciągu godziny, dwóch godzin, poprawianie pism po kilkanaście razy, związane z szykiem w zdaniach, wprowadzeniem do pisma ulubionych wyrazów, np. wraz. To było nękanie pracowników. To powodowało, że my 80% czasu traciliśmy na poprawianie tych pism. To były takie metody. Ja mam władzę, mogę robić wszystko, a wy macie robić, to co ja mówię, to co ja każę. Cały przebieg mojej pracy był zerowy. Ja zawsze byłam nagradzana, wszystkie awanse wynikały z kompetencji. I na koniec pokazano mi, że nic nie znaczę.” – Marzena Drewniacka, naczelnik wydziału departamentu zdrowia publicznego.

Jak widać, mobbing stosowano nie tylko na pracownikach najniższego szczebla, ale również i tego wyższego. Pani Marzena również leczyła się psychiatrycznie. Jednak kiedy zakończyła terapię, zrezygnowała, odeszła z Ministerstwa.

Kiedy po raz pierwszy, tj. w połowie 2013 r., do Kancelarii Premiera Rady Ministrów dotarły niepokojące sygnały, dotyczące znękania się nad pracownikami, szef służby cywilnej nakazał dyrektorowi generalnemu MZ usprawnić pracę osób zarządzających. Działania zostały podjęte, uruchomiono procedurę antymobbingową.

Szkolenie pt. „Równe traktowanie i działania antymobbingowe” odbyło się 4.06.2013r. „Niestety patrząc na salę, kto był uczestnikiem, największych moberów nie było.” – M. Drewniacka.

Źródło: Uwaga.tvn.pl

Zobacz także

Brak komentarzy - Twój może być pierwszy

Dodaj komentarz