Polityka

OBAWY ORBANA

21 września 2015

Do popełnienia niniejszego artykułu natchnęły mnie wszechobecne informacje dotyczące „uchodźców” oraz postawy państw Unii Europejskiej wobec nich a także przedwyborcze umizgi naszych rządzących.

Szerokim echem wśród unijnych społeczeństw odbiły się wypowiedzi premiera Węgier Viktora Orbana dotyczące niechęci do przyjmowania uchodźców z terenów Syrii, Erytrei i czort jeszcze wie skąd.

Otóż ja całkowicie rozumiem postawę Pana Orbana. Po pierwsze jak napisałem wyżej tak naprawdę to dokładnie nie wiadomo skąd przybywają ci uchodźcy, imigranci, poszukiwacze lepszego świata czy też terroryści islamscy. Większość z przybyłych nie posługuje się żadnym dokumentem, udają również, że nie posługują się językiem angielskim (piszę udają, bo ostatnie doniesienia ze stolicy Węgier potwierdzają, że spora grupa imigrantów doskonale posługuje się językiem Królowej Elżbiety).

Wobec tego absolutnie uzasadniona jest obawa przywódcy narodu węgierskiego, co do wpuszczania do swojego domu obcych, bez możliwości ustalenia ich tożsamości.

Kolejnym elementem wpływającym na dyskomfort państw czy też osób przyjmujących uchodźców może być uzasadniona obawa co do odmienności kulturowej tychże przyjmowanych. Jest to argument kontra głosy twierdzące, że przecież w latach 80 XX wieku Polacy również emigrowali do państw Europy zachodniej i otrzymywali tam pomoc. Zgadza się, Polacy emigrowali, otrzymywali tam pomoc, ale państwa przyjmujące doskonale wiedziały kogo przyjmują, w jakich okolicznościach
i z jakiego powodu. Nie występowały wówczas obawy o utratę głowy z powodu religijnej odmienności tubylców względem imigrantów.

Niestety sporo materiałów w internecie potwierdza powyższą tezę. Odmienność kulturowa przybyszy jest tak wielką barierą, że trudno nam będzie ją zaakceptować. Tym bardziej, że uchodźcy oczekują całkowitej i bezwarunkowej akceptacji. Istotnym aspektem jest również chęć asymilacji w nowym środowisku, podjęcia pracy, nauki skierowania dzieci do szkół czyli pozyskania z nowej kultury elementów wzbogacających i pozwalających na pełne przystosowanie się do nowych warunków życia. Z informacji płynących od osób mających bezpośredni kontakt z uchodźcami okazuje się, że wcale niekoniecznie chcą oni asymilować się i przystosowywać do nowych warunków. Owszem chcą korzystać z przywilejów socjalnych, ale np. pracować lub uczyć się to już za bardzo chęci nie ma. Potwierdzają to doświadczenia państw europejskich, które od lat zmagają się z problemami cudzoziemców (Francja).

Innym problemem, który ujawnił się przy okazji kryzysu imigracyjnego w UE jest słaba jakość „wiązań unijnych”. Unia Europejska, która postrzegana była przez ostatnie lata jako siła równoważna największym hegemonom światowym okazuje się olbrzymem na słabiutkich nóżkach. Państwa tak chętnie wstępujące do kręgu unijnego, czerpiące korzyści z możliwości pozyskiwania środków finansowych na istotne inwestycje teraz udały przysłowiowego „greka”. Brak możliwości „dogadania” się przez delegowanych do parlamentu europejskiego przedstawicieli członków UE pokazuje jak łatwo jest doprowadzić do kryzysu kontynentalnego. A rzecz zaczęła się banalnie, od 50 czy 60 tysięcy imigrantów. To tak jakby zasiedlić miasteczko wielkości Pabianic czy Zgierza. W kategoriach unijnych to przecież pestka. Powinno pójść jak z płatka a umysły tęgich głów z Brukseli czy Strasburga powinny zająć się innymi problemami. Ale tęgie głowy nie przewidziały tego, co mówili znawcy kultury państw Środkowego Wschodu, że za dziesięcioma ludźmi przyjdzie 100 następnych. W tej chwili mówi się o 160 tysiącach a nawet 500 tysiącach. I ja w to wierzę, co więcej wierzę nawet w to, że w przyszłym roku może to być 2,5 mln a za pięć lat 10 – 15 mln ludzi. I teraz robi się z tego niezły pasztet.

Bo co innego, kiedy 100 tysięcy Polaków w latach 80 wyemigrowało za granicę i osiadło w Niemczech, Holandii, Austrii, Szwecji, Norwegii, Danii, Francji itp. a co innego, kiedy pół miliona arabów i innych nacji chce przejść przez Węgry, Austrię, Czechy, Słowację i Polskę do Niemiec, a może i dalej.

W takim przypadku władze unii powinny określić jednolitą strategię postępowania, przyjąć jeden kierunek i zacząć działać (obojętne czy w celu przygotowania się do przyjęcia takiej liczby imigrantów czy wystrzelenia ich w kosmos). A tu spotykamy się z przekupkami w Brukseli gadającymi czy pietruszka po 20 centów to dobrze, czy źle.

Premier Orban postawił sprawę jasno, że nie chce obcych u siebie i już. I nawet teoretyczne sankcje unii nie przestraszyły go na tyle żeby zmienił zdanie.

A co robią nasze władze i przedstawiciele narodu?

Jak zwykle nic. Dla nich ważniejszy jest okres przedwyborczy niż zajmowanie się imigrantami. Przecież wiadomo, że nawet jak będą wśród nich terroryści to sprawdzi się przysłowie „jaki kraj, tacy terroryści”. Poza tym w Polsce nie za bardzo jest co atakować i wysadzać, bo przecież wszystko i tak sprzedane lub rozkradzione, a resztę władze mają gdzieś…

Choć z drugiej strony nie chciałbym być na miejscu Pani Kopacz, gdyby, nie daj Allah coś wybuchnie
w Warszawie albo w innym mieście.

A Pani obecna premierzyca Kopacz prześciga się w wyborczych obietnicach z Panią OMC premierzycą Szydło. Przeciętny Kowalski patrzy na to wszystko z coraz większym obrzydzeniem. Platforma Obywatelska, która parę lat temu była silna i atrakcyjna, jak nie przymierzając dupiasta i cycata polska Jagna (np. z Wesela Wyspiańskiego) teraz przypomina bardziej zblazowaną sex-lalkę po całonocnej zabawie ze zgrają dorastających młodzieńców. Gdzie jest ta silna Polska, której unia oferowała swoje najwyższe stanowiska (Buzek, Tusk)???

Już nawet nie chcą nas dokooptować do grupy państw zajmujących się kryzysem na Ukrainie. Wicepremier Siemoniak napinając klatę chwali się, że w zasadzie jesteśmy militarną potęgą (a na pewno będziemy nią za kilka lat, jak już kupimy od Wielkiego Brata zza Atlantyku wszelki złom) i wszyscy mogą nam naskoczyć. Jak mówią mądrzy Rosjanie „poczekamy, zobaczymy”.

Dość dziwnym jest brak aktywności w mediach Ministra Spraw Wewnętrznych, który przecież odpowiada za bezpieczeństwo wewnętrzne kraju, w tym za politykę wobec imigrantów. No ale w sumie nie ma się czemu dziwić, kiedy taki obszar funkcjonowania państwa oddaje się pod kuratelę katechetce. Pani Minister teraz zapewne wnosi modlitwy do Najwyższego o samoistne rozwiązanie konfliktów.

Nie chciałbym tylko, abyśmy byli świadkami lub uczestnikami powtórki z historii, a konkretniej z 1939 roku, kiedy to niby silna i otoczona przyjaciółmi Polska została sama w walce z okupantem. Ale w sumie po co nam okupant, jak wpuścimy te parę milionów uchodźców to automatycznie staniemy się strefą podbitą. Tyle, że ci uchodźcy wcale nie chcą u nas zostać, tylko uciekają na Zachód.

Czyli nawet dla syryjskiego uciekiniera Zielona Wyspa Europy nie jest zbyt atrakcyjna.

PS.

Warto zajrzeć do internetu, aby poznać opinie naszych obywateli w kwestii przyjęcia uchodźców.

Zobacz także

Brak komentarzy - Twój może być pierwszy

Dodaj komentarz