Prawo

Kontradyktoryjność – czyli o rewolucji w polskim sądzie słów kilka…

9 października 2014

Kontradyktoryjność – cóż to takiego? To zasada procesowa, która zakłada, że strony procesu karnego są równe i przedstawiają dowody w ich własnym interesie (czyt. adwokat broni, a prokurator oskarża) przed bezstronnym sądem. Definicja jak widać nie jest jakąś abstrakcją, każdemu Kowalskiemu (nie obrażając osób o tym nazwisku) wydaje się, że tak właśnie jest. Nic bardziej mylnego!

Prokurator idąc na rozprawę zabiera ze sobą cieniutkie akta sprawy z podstawowymi dokumentami, wchodzi na salę i ogląda co się dzieje. Tak, tak OGLĄDA. Dopiero na sali dowiaduje się, czego dotyczy dana sprawa. Często zdarza się też tak, że nie zadaje pytań. No tak, bo żeby zadać pytanie, to trzeba mieć jakąś wiedzę dotyczącą danego procesu. W takim razie jakie są obowiązki prokuratora? Siedzenie i patrzenie? To chyba pomylił on drogę do pracy, bo to nie sala kinowa, tylko SĄDOWA.

W tej rzeczywistości sądowej istnieje takie magiczne hasło, dzięki któremu prokurator wymiguje się od swej pracy. To hasło brzmi: „DO UZNANIA SĄDU”. Innymi słowy, rozpoczynając dzień pracy prokurator mówi, że nie zna sprawy, nie wie o co pytać, wszystko pozostawia do uznania sędziego. To po co w ogóle istnieje takie stanowisko? Skoro sędzia i adwokat sami „załatwiają” daną sprawę.

O tym jak wygląda „praca” prokuratury mówią adwokaci i sędziowie, ale że sami prokuratorzy się do tego przyznają, to powiem szczerze jest zadziwiające. „Oczywiście, że się zgodzę z tym, to można powiedzieć jest nawet normą, że prokurator nie zna kompleksowo materii postępowania.” – Jacek Skała, przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów. To mówi PROKURATOR, przeciwnik reformy. Paradoks? Nie, to po prostu sądowa rzeczywistość.

Najbardziej interesujący argument przeciwko rewolucji, którą przygotował wiceminister Królikowski, przedstawił sam prokurator generalny: „Wprowadzenie modelu kontradyktoryjnego zmusi prokuratora pełniącego funkcję oskarżyciela na rozprawie głównej do takiej znajomości akt postępowania przygotowawczego, by mógł skutecznie przeprowadzić dowody dla poparcia tezy oskarżenia oraz wykazywać słabość dowodów przeprowadzanych przez obronę”. To ja w takim razie czegoś nie rozumiem, czy nie właśnie na tym polega praca prokuratora? Czy nie powinien on znać akt sprawy, przychodzić przygotowany na rozprawę, dowodzić winy przed sądem, toczyć spór z obroną?

Kolejny dość ciekawy kontrargument mówi o tym, że jest zbyt mało śledczych, a zbyt dużo spraw. To bardzo zastanawiające, gdyż patrząc na liczbę prokuratorów w Europie, to właśnie w Polsce jest ich najwięcej (Polska – 6553, Niemcy – 5244, Francja – 1961). Jak w takim razie radzą sobie inne kraje? Nie zdziwi na pewno Państwa odpowiedź na to pytanie. Dla przykładu, za naszą zachodnią granicą liczba spraw karnych obsługiwana przez prokuratorów jest statystycznie pięciokrotnie większa. W Polsce średnio na jednego prokuratora przypada ok. 177 spraw rocznie, zaś w Niemczech – 880.

Z drugiej strony istnieje pewne ryzyko związane z tą reformą, gdyż zwiększy się liczba osób uniewinnionych, spośród których będą winni pozostawieni bez kary. Takie obawy przedstawił w lipcu b.r. rzecznik prokuratora generalnego, Mateusz Martyniuk. Ale cóż to za problem? Jeżeli prokurator będzie przygotowywał się do wykonania swojej pracy należycie i sąd nie będzie miał wątpliwości co do przedstawionych zarzutów, to ten wzrost uniewinnionych osób nie będzie miał miejsca.

Jedyne pytanie jakie nasuwa mi się w związku z wprowadzeniem tej rewolucji w polskim sądownictwie jest takie, jak to możliwe że przez ostatnie lata takie zachowanie polskiej prokuratury pozostawało bezkarne?

Felieton nawiązuje do reportażu „Rewolucja w sądzie”, który mogą Państwo obejrzeć pod tym linkiem: http://www.tvn24.pl/czarno-na-bialym%2c42%2cm/rewolucja-w-sadzie%2c475898.html

Zobacz także

Brak komentarzy - Twój może być pierwszy

Dodaj komentarz