Polityka

FIKCYJNE ETATY W PARTII PRAWEJ I SPRAWIEDLIWEJ

19 marca 2015

Jak można zdefiniować zawód Asystenta? Otóż, jest to osoba pomagająca wykonywać pewne czynności, „prawa ręka”, pomocnik, sekretarz. Mogłoby się więc wydawać, że taka osoba pracuje w tym samym miejscu pracy, w tym samym mieście, co pracownik, któremu podlega. Osoba na takim stanowisku musi również spełniać pewne wymagania i posiadać odpowiednie kompetencje. Jednakże Prawo i Sprawiedliwość przetestowało zupełnie inny model.

Jak donosi Newsweek, dwie panie, które na co dzień zajmują się nakładaniem makijażu prezesowi Kaczyńskiemu, zostały asystentkami. Można by w tym momencie nazwać inaczej zawód makijażystki, np. asystentka ds. wizerunku eurodeputowanych, czy asystentka nakładania pudru. Co więcej, jedna z tych pań jest asystentką europosła z województwa zachodnio-pomorskiego, a druga została asystentką europosła z Rzeszowa. Co z tego, że obydwie pracują w centralnym biurze partii przy ul. Nowogrodzkiej. Takich przykładów mamy oczywiście więcej: Andrzej Duda, europoseł z Małopolski ma asystenta, który w rzeczywistości również pracuję w centrali partyjnej; Zbigniew Kuźmiuk – jego biuro mieści się w Radomiu, a czy to ważne, że jego jedna asystentka pracuje w partyjnym biurze w Częstochowie, a jeden asystent w Krośnie? Ponadto, część z tych asystentów nawet nie wie, gdzie mieści się biuro eurodeputowanego, któremu rzekomo asystują.

Co spowodowało, że PIS nagle potrzebował tak wielu asystentów?

Otóż jesienią zeszłego roku, partia prawa i sprawiedliwa podjęła decyzję o zwolnieniu kilkudziesięciu osób z partyjnych etatów zatrudnionych w centrali przy ul. Nowogrodzkiej oraz w biurach okręgowych i regionalnych. Jednakże nie można było pozbyć się tych osób, gdyż są to kluczowe jednostki funkcjonowania partyjnego aparatu. Część z tych osób pracuje bezpośrednio z partyjnymi liderami, takimi jak: Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, czy Joachim Brudziński. Inni, z kolei, zajmują się budowaniem struktur w terenie. Co więc wymyśliła partia? Że wszystkim zmieni funkcje na asystentów deputowanych. Sprytne, prawda? Oszczędności się wygenerują, bo przecież w tej sytuacji wynagrodzenie asystentów nie płaci partia, tylko europarlament. Gdyby faktycznie, asystent pełnił funkcję asystenta deputowanego, nikt by pewnie nie miał im tego za złe, ale jak wynika z powyższych przykładów, to była przezacna i sprytna fikcja. No to ktoś tu, w tym momencie powinien się wkurzyć. Halo, może teraz Parlament Europejski zabierze głos.

Czy obejdzie się bez konsekwencji?

Opłacanie pracowników partii z europejskich funduszy jest nielegalny, więc sprawa powinna skończyć się dla PIS konsekwencjami.

Podobna historia wydarzyła się we Francji. Kilka dni temu, szef europarlamentu, Martin Schulz złożył zawiadomienie do OLAF’u, czyli do Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych. Urząd ten zajmuje się dochodzeniem w sprawach nadużyć na szkodę budżetu Unii Europejskiej. Zawiadomienie dotyczy francuskiego Frontu Narodowego oraz tego, że jej deputowani właśnie zatrudniali asystentów, którzy tak naprawdę pracowali dla partii.

Czy szef Parlamentu Europejskiego złoży zawiadomienie do OLAF dotyczące nieprawidłowości w partii PIS? Jaume Duch, rzecznik prasowy europarlamentu, nie wyklucza, że tak.

Źródło: Polska.newsweek.pl

Zobacz także

Brak komentarzy - Twój może być pierwszy

Dodaj komentarz