Aktualności

500+ a sprawa polska

3 czerwca 2019

Wprowadzenie przez PIS w ramach programu Rodzina 500 plus comiesięcznego dodatku na każde dziecko w wysokości 500 zł pozwoliło tej partii na umocnienie swojej pozycji oraz pozyskanie głosów szeregu polskich rodzin. Jest on sztandarową pozycją w programach społecznych, którą PIS chełpi się od 2016 roku. Zasiłek ten miał wypełniać szereg ról i funkcji, począwszy od pomocy stricte finansowej najbiedniejszym rodzinom po stymulowanie wzrostu urodzeń. Obecnie jednym z haseł przedwyborczych tej formacji jest grożenie, że jeśli wygra inna partia, to na pewno zlikwiduje ten zasiłek.

Jak faktycznie wygląda sprawa z wpływem tego zasiłku na obszary, w których miał oddziaływać.

W 2016 roku koszt programu wyniósł 17 mld złotych, w 2017 23 mld a w 2018 42 mld zł. Średnio w każdym roku z pomocy korzystało 3,7 – 3,8 mln dzieci. Zgodnie z informacjami oficjalnymi ponad jedna trzecia rodzin korzystających z pomocy zamieszkuje w gminach wiejskich a jedna czwarta w gminach wiejsko miejskich. Po wprowadzeniu programu z pracy zrezygnowało 103 tys. kobiet, głównie słabo wykształconych z małych miast (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_500_plus). W zakresie demografii w zasadzie nie uzyskano żadnej poprawy. Liczba ludności Polski po wzroście z lat 1990 – 2000 do poziomu ponad 38 mln ponownie spadła a w latach wprowadzenia programu nie jest widoczny żaden progres. Analiza dzietności pokazuje, że również nie zmienia się a wskaźnik 1,30 dla roku 2018 jest najniższy od lat 60-ych ubiegłego wieku. W latach 80-ych XX wieku wskaźnik ten oscylował powyżej wartości 2, natomiast w latach 2000 -2015 utrzymywał średnią wartość 1,33. Po początkowym wzroście liczby urodzeń w 2017 do poziomu ponad 400 tys. następuje spadek w 2018 do 388 tys. W 2010 poziom urodzeń wynosił 413 ty. A w latach 90 XX wieku 550 tys.

Rok 2018 zaznaczył w się  ujemnym przyrostem naturalnym w wysokości -26 tys.

Czy rzeczywiście na takie efekty liczyli autorzy programu?

Wprowadzając program w 2016 roku ówczesna premier rządu P. Szydło chwaliła się, że po raz pierwszy po 1989 roku powstał kompleksowy program prodemograficzny. Było to wypełnieniem obietnicy wyborczej PIS. Niestety wydaje się, że sukces, prorokowany przez pisowych pijarowców okazać się może klapą. I to klapą na całej linii, bo decydenci partyjni, pomimo wyników wskazujących na niepowodzenie dalej pchają rozkręconą maszynerię w otchłań straconych złudzeń. Przy tym wyrzucają na lewo i prawo garściami budżetowe środki, nie bacząc co stanie się z  budżetem państwa za rok lub dwa. Wydaje się, że obecnie działają na zasadzie hasła „po nas choćby potop”.

Założenia programowe, choć na pierwszy rzut oka wydają się sensowne nie uwzględniają innych czynników, które mają zasadniczy wpływ na reakcję społeczna na program.

W ciekawym artykule red. Antona Ambroziaka na portalu oko.press (https://oko.press/demograficzna-klapa-500-plus-w-2018-urodzilo-sie-tylko-388-tys-zmarlo-414-tys-najwiecej-od-1946-r/) znajdują się dane z badań prof. Ireny Kotowskiej z SGH oraz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztofek z UW zgodnie z którymi spada ilość kobiet decydujących się na dziecko, paradoksalnie do założeń projektu zmniejsza się motywacja do posiadania dzieci oraz maleje liczba kobiet w wieku rozrodczym.

Wynikiem wprowadzenia programu „500+” jest również średni koszt przypadający na jedno urodzone dziecko, który w 2017 roku wyniósł 1 milion złotych. W porównaniu z innymi programami prorodzinnymi jest to kwota horrendalna (np. in vitro ok. 25-30 tys.)

Z badań naukowych przeprowadzonych min. przez wymienionych naukowców wynika, że program PIS-u zmniejszył tak naprawdę tylko jeden z czynników wymienianych jako powody rezygnacji lub opóźniania posiadania potomstwa tj. trudne warunku materialne. Oprócz wskazanego, respondenci wskazywali jeszcze 10 problemów, których żadna z oferowanych przez PIS propozycji nie rozwiązuje. Wydaje się, że wdrożony przez poprzedników obecnej władzy program (dłuższe urlopy rodzicielskie, karta dużej rodziny, ulgi podatkowe na dzieci) czyli „danie wędki a nie ryby” miał większe szanse powodzenia w dłuższym okresie czasowym. Ewaluacja tego programu oparta na bieżącej obserwacji wyników oraz rzetelnej i wnikliwej analizy opinii uczestników programu (rodziców) mogłaby doprowadzić do modyfikacji mających realny wpływ na dane demograficzne.

Rzucenie społeczeństwie „ochłapu” w postaci pieniądza, bez uwzględnienia innych, postulowanych przecież rozwiązań jest objawem ignorancji i dyletanctwa rządzących, nastawionych wyłącznie na uzyskanie efektu wyborczego.

Brak systemowych rozwiązań uwzględniających problemy w postaci utrzymania miejsc pracy dla kobiet w ciąży, czy po urodzeniu dziecka, miejsc w żłobkach i przedszkolach, realnej pomocy dla przedsiębiorców zatrudniających kobiety w wieku rozrodczym, wsparcia dla samorządów w zakresie utrzymania żłobków i przedszkoli, wsparcia dla rodzin z dziećmi nie poprzez rozdawnictwo pieniędzy, lecz np. poprzez ulgi podatkowe, lub faktyczną pomoc niefinansową.

Działanie wyłącznie poprzez rozdawnictwo nie daje żadnych rezultatów ponad chwilowy wzrost poparcia oraz destabilizację gospodarki. Wzrost ilości pustego pieniądza w obrocie nie przynosi żadnych efektów długofalowych.  Zadłużanie państwa w celu finansowania takiego działania jest bezsensowne i świadczy wyłącznie o chęci osiągnięcia celu politycznego a nie realizowaniu faktycznego programu prorodzinnego. O powyższym świadczy również wycofanie się rządu z finansowania programu in vitro, który przynosił realne wyniki. Rozdawanie pieniędzy budżetowych jest wyłącznie populizmem nie przynoszącym żadnych pozytywnych efektów. Zapewne podniosą się głosy, że przecież pobudzona została gospodarka, wzrosła zamożność społeczeństwa. Niestety jest to fikcja, gdyż pobudzenie gospodarcze nie wynika z rosnących inwestycji a z wydatkowania otrzymanych pieniędzy, co w krótkim czasie przełożyło się na lawinowy wzrost cen. Siła nabywcza tych 500 zł spadła o połowę albo i więcej. Zamożność społeczeństwa nie wzrosła co najwyżej zwiększyła się chwilowo ilość nabywanych dóbr. Paradoksalnie do założeń programu sytuacje jest obecnie gorsza niż przed jego wprowadzeniem, gdyż zadłużenie państwa wzrosło wielokrotnie, ale  nie przełożyło się to na duże inwestycje, które wpłyną na rozwój gospodarki i tworzenie nowych miejsc pracy lecz na chwilowy wzrost konsumpcji. Należy podkreślić, iż pieniądze otrzymywane z programu nie są alokowane w postaci inwestycji, nie są przeznaczane na szkoły i przyszłościowe inwestycje „w dzieci” tylko są najzwyczajniej przejadane. Zamiast pobudzać gospodarkę program „500+” wywołał wzrost inflacji.

Summa summarum jak widać program prorodziny nie tylko nie daje wymiernych rezultatów demograficznych ale również w negatywny sposób odbija się na gospodarce.

Jacek Owczarek
redaktor naczelny

Zobacz także

Brak komentarzy - Twój może być pierwszy

Dodaj komentarz